Razowa bagietka z rozmarynem

SAM_1759-01W pracy na co dzień pracuję z naszym oddziałem we Francji. Choć Francuzi na pewno nie należą do najłatwiejszych współpracowników, ja miałam szczęście trafić na naprawdę świetne osoby. Kiedy tylko nadarzy się okazja, wysyłamy sobie niewielkie prezenty. Wymiana trwa już trzeci rok i moje pomysły powoli się kończą. Od jakiegoś czasu zasypuje więc znajomych pytaniami, jaki polski produkt mógłby sprawić radość osobie z zagranicy. Próbowałam już większości słodyczy z Krakowskiego Kredensu, bo smaczny, lokalny i z ciekawym designem, czekoladek z alkoholem, a w końcu samego alkoholu w postaci orzechowej wódki. Do Francji poleciały również wedlowskie bombonierki i oscypki. Z ich strony sprawa wygląda znacznie prościej, bo cieszy mnie każda rzecz wyprodukowana we Francji, a niedostępna w Polsce. A jeśli mam okazje dostać jakiś produit artisanal, wytworzony tradycyjnie przez lokalnych producentów, to moje szczęście nie zna granic. Taka właśnie radość spotkała mnie ostatnio. Do pracy przylecialy dwa wspaniałe francuskie sery: reblochon i camembert de Normadie, i wypełniły swoim zapachem, ku przerażeniu kolegów, całe biuro. Zabrawszy je do domu, szybko zadecydowałam o losie reblochona (trafił do zamrażarki i czeka na zimę, by przemienić się w tartiflette), natomiast nad planami dotyczącymi camamberta musiałam się dłużej zastanowić. Szukałam potrawy, która najlepiej wydobyłaby jego smak, ale po namyśle uznałam, że tak wspaniały ser nie powinien być poddany żadnej obróbce i ze zjemy go najprościej jak się da, z bagietką. I to przy niej pozwolimy sobie na odrobinę szaleństwa i upieczemy są sami z razowej mąki z rozmarynem.

SAM_1732-01500 g razowej mąki
opakowanie suchych drożdzy
350 ml wody
2 łyżki soli
3 gałązki rozmarynu

SAM_1748-01
Drożdże rozpuszczamy w odrobinie letniej wody i 2 łyżkach mąki. Odstawiamy na 15 minut, by zaczęły pracować. Po tym czasie przelewamy je do większej misy i dosypujemy resztę mąki. Wlewamy połowę wody, solimy i zaczynamy wyrabiać (ręcznie lub robotem), stopniowo dodając resztę wody i pocięty na drobne kawałki rozmaryn. Po 10 minutach ciasto powinno być gotowe. Przekładamy je do naoliwionej misy i przykrywamy wilgotną ściereczką i odstawiamy na 1.5h do wyrośnięcia. Następnie delikatnie dzielimy ciasto na dwie części i z każdej równie delikatnie formujemy bagietkę. Ważne by jej za bardzo ugniatać, żeby nie pozbyć się ze środka pęcherzyków powietrza. Piekarnik rozgrzewamy do 230 stopni, a na jego dnie wykładamy naczynie z wodą (para wodna sprawi, że ciasto nie wyschnie). Uformowane bagietki pieczemy przez 20 minut.

SAM_1751-01

Nakládaný hermelín

Od dawna wiedziałam, że czeska kuchnia nie należy do najlżejszych, ale mimo to, gdy po raz pierwszy usłyszałam o nakládaným hermelínie czyli dojrzewającym serze, marynowanym i podawanym w oliwie, pomyślałam, że to jednak przesada. Pomimo to, dałam się namówić, spróbowałam kawałek i przy następnej okazji nie miałam już żadnych skrupułów, żeby zamówić cały ser dla siebie. Zrozumiałam, po co Czechom ta oliwą: dzięki niej ser staje się bardziej kremowy i naciąka smakiem i aromatem dorzuconych do oliwy dodatków: cebuli, czosnku, liścia laurowego i co najważniejsze: chilli. Podawany jest do piwa, na zimno, lub na ciepło, obsypany marynowaną lub świeżą cebulą, papryczką chilli. W Polsce hermelina jeszcze nie widziałam, więc użyję camemberta. Oliwę z oliwek zastąpię oliwą, której marynowały się suszone pomidory. Czesi do oliwy wkładają marynowaną paprykę, ja użyję surowej.

2 camemberty czerwona cebula połowa czerwonej papryki połowa żółtej papryki 2 papryczki chilli 3 liście laurowe 3 ziarenka ziela angielskiego 4 ziarenka czarnego pieprzu Na dno słoika wkładamy parę krążków cebuli, przepołowiony ząbek czosnku, liść laurowy i papryczkę chili. Przykrywamy serem, na który kładziemy pozostałe składniki. Zalewamy oliwą i zamykamy pokrywką. Z zależności ile mamy czasu na marynowanie, wkładamy do lodówki na półtora tygodnia lub zostawiamy w ciepłym miejscu na cztery dni.

Tartiflette

W czasie mojego wyjazdu na Erasmusa jedzenie nie  było priorytetem. Przy tak ograniczonym jak nasz budżecie najlepszym wyjściem było wykupienie karnetu na studencką stołówkę. Oczywiście jedzenie na francuskiej stołówce nie ma nic wspólnego  z polskim odpowiednikiem. Za 2.85 euro dostawaliśmy przystawkę/ deser i główne danie. Przy odrobinie sprytu można było zapełnić sobie menu na cały dzień- przystawka przechodziła na kolację, a bułka (dodawana do każdego posiłku) była jak znalazł na śniadanie. Czasami jednak trzeba było pokazać trochę polskiej kuchni na spotkaniach zapoznawczych (idealnie sprawdzały się naleśniki ruskie- przygotowanie porcji dla 10 osób wymagało wydania jedynie kilku euro), a gdy szczęście sprzyjało, można było załapać się na francuską kolację.

W ten sposób po raz pierwszy w życiu miałam okazję spróbować tartiflette. Danie to w składa się z gotowanych ziemniaków, boczku, cebuli i śmietany, zapiekanych z serem reblochon. Nie brzmi za wytwornie, co? Kuchnia alpejska jest właśnie taka prosta, ale równocześnie syta i przede wszystkim smaczna. Sekret tartiflette tkwi w serze. Reblochon,  tradycyjny sabaudzki ser jest tym uważanym za najbardziej śmierdzący. Uwalnia on po podgrzaniu cały swój bogaty, nieco orzechowy smak i aromat. Zgadnijcie, ile razy udało mi się go dostać w Polsce? Dwa razy… Dlatego właśnie trzeba było znaleźć coś innego. Najlepszym zamiennikiem okazał się raclette. Wystarczy więc wybrać się do Almy/Auchona czy Carrefourra i możemy zaczynać. A, zapomniałabym. W oryginalnym przepisie posługujemy się nie tyle śmietaną, co crème fraîche, czyli jej bardziej gęstą i tłustą wersją. Ja zastępuję ją  z powodzeniem serkiem naturalnym.

2 cebule
150 g wędzonego boczku
250 g sera raclette
opakowanie serka naturalnego
sól i pieprz do smaku

Ziemniaki gotujemy  al dente- dojdą jeszcze w piekarniku, a nie chcemy, żeby się rozpadały. W tym czasie troimy boczek na małe kostki. Smażymy go aż stanie się chrupki, dorzucamy do niego drobno pokrojoną cebulę i zarumieniamy. Ugotowane ziemniaki kroimy w plastry (moje były niewielkie, więc zostawiłam je w całości), układamy w żaroodpornym naczyniu, pokrywamy cebulą z boczkiem. Doprawiamy solą i pieprzem (tylko uwaga z solą, bo boczek zwykle jest już dość słony). Na wierzchu układamy kawałki sera, a na jego górę nakładamy serek. Wkładamy na 20 minut do piekarnika nagrzanego do 200 stopni.