Bœuf bourguignon

Bœuf bourguignon czyli wołowina po burgundzku to klasyk kuchni francuskiej, składający się z dwóch tradycyjnych produktów Burgundii, regionu słynącego z hodowli krów i uprawy winorośli. Wołowina po burgundzku uważana jest za danie emblematyczne dla tego regionu, danie, które najlepiej oddaje charakter jego kuchni. Niegdyś tradycyjne danie świąteczne, goszczące na stołach burgundzkich chłopów, podbiło cały kraj i trafiło na stałe do menu nie tylko restauracji czy stołówek, ale również na sklepowe półki w postaci mrożonek czy konserw.

1 kg łopatki (karkówki lub rozbratla)
30 dag wędzonego boczku
3 cebule
2 marchewki
butelka czerwonego wina najlepiej burgunda
2 szklanki bulionu wołowego
3 dojrzałe pomidory lub jedna puszka pomidorów
zioła: pietruszka, tymianek,  3 liście laurowe, 4 ziela angielskie
2 łyżki oleju
sól, pieprz
szalotki
3 łyżki mąki
2 łyżki masła
 
Wołowinę kroimy w kostkę (bok ok. 5cm), posypujemy solą i pieprzem, i obsmażamy z  każdej strony na oleju. Następnie mięso przekładamy do żaroodpornego naczynia i odstawiamy. Odlewamy nadmiar tłuszczu, a następnie na patelnie wrzucamy pokrojony w niewielką kostkę boczek, smażymy go, a potem dokładamy do mięsa. Podobnie postępujemy z cebulą i marchewką, a w następnej kolejności z pomidorami i ziołami. Na koniec na patelnie wlewamy wino i dokładnie mieszamy z pozostałymi na patelni sokami. Wino dolewamy do mięsa i warzyw i całość wkładamy na ok.1.5-2 h po piekarnika rozgrzanego do 160 stopni. Kiedy mięso będzie miękkie, wykładamy je na durszlak, a naczynie z pozostałym sosem wstawiamy na ogień i odparowujemy do uzyskania 2-3 szklanek płynu. W osobnym rondelku rozpuszczamy masło i stopniowo łączymy je z mąką. Następnie stopniowo dolewamy pozostały z odparowania płyn i dokładnie mieszamy by uzyskać gładki sos. Połączymy go z mięsem i szalotkami, które wcześniej usmażymy na złoto na odrobinie masła i oleju. Jeśli nie macie w domu osoby, która nie cierpi pieczarek, możecie je również podsmażyć i podać z mięsem i cebulkami.

Plantanowe kofty

SAMSUNG CAMERA PICTURESZ ostatniej podróży do Czech, poza standardowym zestawem piwno-
czekoladowym, przywiozłam rzadko widywane w Polsce plantany. Jeśli
zastanawiacie się jak smakują, to ich potoczna nazwa „warzywne banany”
powinna naprowadzić was na odpowiednia ścieżkę. Plantany smakują
właśnie jak niedojrzały banan z czymś ziemniaczanym w środku. Szukając
pomysłu na to, jak je spożytkować, spotykałam przede wszystkim wersje
smażone na tłuszczu lub grilowane, zwykle o naturel. Nuda. Pomogło
wyjście poza polskie strony i odszukanie inspiracji indyjskich.

Będziemy potrzebować:

na kofty:
2 dojrzałe plantany
3 łyżki mąki z ciecierzycy
3 łyżki mąki pszennej
2 ząbki czosnku
Papryczkę chili
½ łyżeczki kardamonu w proszku
½ łyżeczki garam masali
1 cm imbiru
Sól do smaku
Olej ryżowy do smażenia

SAMSUNG CAMERA PICTURESNa sos
Puszkę pomidorów
Chili
1cm imbiru
Świeża kolendrę
Małą puszkę mleczka kokosowego
½ łyżeczki kuminu
½ łyżeczki kardamonu
½ łyżeczki garam masali
2 liście kaffiru
Sok z połówki cytryny
Sól do smaku

SAMSUNG CAMERA PICTURESPlantany miażdżymy na jednolitą masę i mieszamy z mąkami. Dodajemy
przyprawy i dokładnie mieszamy. Na wok wlewamy 3 łyżki oleju i kiedy
jest gorący wkładamy na niego uformowane łyżką kofty. Wkładamy je po
3-4 sztuki i smażymy z każdej strony (można by było usmażyć je
wszystkie na raz, ale musielibyśmy mieć o wiele więcej oleju i kofty
były bardziej tłuste).
W miedzy czasie przygotujemy sos.  W rondelku podgrzewamy łyżkę oliwy,
wrzucamy na nią zmiażdżone uprzednio w moździerzu przyprawy, smażymy
przed minutę-dwie aby uwolnić aromat. Po tym czasie dodajemy pomidory,
starty imbir, czosnek i liście kaffiru. Dusimy przez 5 minut, po czym
wyciągamy kaffir. Wlewamy mleczko kokosowe i sok z cytryny. Solimy do
smaku.  Do sosu wkładamy usmażone kofty. Posypujemy świeżą kolendra.
Podajemy z ryżem.

Quiche z szynką i szpinakiem

Quiche to ciasto składające się z kruchego ciasta i wytrawnego nadzienia zalanego śmietaną wymieszaną z jajkami. Przypomina trochę tartę, ale w odróżnieniu od niej nigdy nie jest słodki, a jego nadzienie jest bardziej jajeczne. Najpopularniejszym quichem (a w zasadzie najpopularniejszą quichą, bo quichem jest rodzaju żeńskiego) jest quiche z wędzonym boczkiem i serem gruyere czyli quiche lorraine. Ja jednak zostałam obdarowana pięknym kawałkiem samodzielnie wędzonej szynki, więc postanowiłam zmodyfikować przepis. Dorzuciłam jeszcze młody szpinak i oto, co z tego powstało.

20 dag wędzonej szynki
opakowanie młodego szpinaku
10 dag startego ementalera
3 jajka
kubeczek śmietany 18%
1 białko
sól
pieprz

Ciasto:
250 dag mąki
120 dag zimnego masła
1 żółtko
pół szklanki zimnej wody
sól

Mąkę wysypujemy na blat, kładziemy na nim masło i siekamy je nożem. Wbijamy żółtko, lekko solimy i jak najszybciej zarabiamy stopniowo dolewając zimnej wody- niekoniecznie aż połowę szklanki, jeśli ciasto będzie miało dobrą konsystencję można jej dolać mniej. Ciasto zawijamy w folię aluminiową i wkładamy na 20-30 min do lodówki. Po tym czasie rozwałkujemy ciasto i wkładamy je na formę. Nakłuwamy widelcem, przykrywamy papierem do pieczenia, na który wysypujemy ryż (ciasto się nie podniesie) i wsadzamy do pieca nagrzanego do 180 stopni. Pieczemy ok. 10-15 minut.W tym czasie kroimy szynkę na niewielkie kostki. Wrzucamy je na zimną patelnie i stawiamy na ogniu. Smażymy przez ok. 10 min. Po tym czasie szynkę mieszamy ze szpinakiem, większością tartego sera (resztą posypiemy quiche przed pieczeniem), śmietaną i jajkami. Doprawiamy odrobiną soli (wędzona szynka jest sama w sobie dość słona) i pieprzem. Mieszkankę wlewamy na ciasto, posypujemy resztą sera i ponownie władamy je na 15-20 minut do pieca.

Smørrebrød med roastbeef og hjemmelavet remoulade

Opisywałam już wam duńską miłość do kanapek, sposób ich spożywania, zasady kompozycji niektórych z nich oraz całą filozofię, która za nimi stoi. Pamiętajcie, że jeśli na serio myślicie o smørrebrød, musicie zapomnieć prawie wszystko, co wiecie o kanapkach i otworzyć się na nowe połączenia i nowe smaki. A najlepiej w ogóle nie myśleć o nich w kategorii kanapek, lecz obiadów na zimno podanych na chlebie. Zresztą w ten sposób właśnie powstały:  w XIX wieku pracownicy fabryk, żeby doczekać do ciepłej kolacji w domu, zaczęli przynosić do pracy żytni chleb z resztkami z poprzedniego dnia. Czasami były to marynowane śledzie, czasami pasztet z wątróbki z buraczkami, a czasami kawałek pieczeni z korniszonami i remuladą (duńskim sosem z majonezem), czyli smørrebrød med roastbeef og hjemmelavet remoulade, który dziś przyrządzimy.Kawałki pomarańczy, które widzicie na zdjęciu pojawiły się później, ale jak twierdzi mój Duńczyk, są obowiązkowym składnikiem kanapki.

Składniki remulady:
2 szalotki
3-4 korniszony
3 łyżki majonezy
łyżka kaparów
łyżka musztardy Dijon
łyżka posiekanej natki pietruszki
łyżeczka curry
sól do smaku

2 plastry rostbefu
kanapka razowego chleba
masło
1 liść sałaty
2 korniszony
2 plastry pomarańczy
prażona cebulka

Zaczynamy od remulady. Szalotkę i korniszony kroimy w jak najmniejsze kawałki. Dorzucamy je do majonezu. Dodajemy pozostałe składniki, doprawiamy solą do smaku, dokładnie mieszamy. Jest najlepsza na następny dzień, kiedy składniki się przegryzą.

Chleb smarujemy masłem, a na nim układamy sałatę, plasterki korniszonów, następnie rostbef, potem remulada, a na koniec posypujemy wszystko prażoną cebulką. Podajemy z pomarańczą.

Pulpety indycze z marchewką

Przepis na pulpety z marchewką powstał przez brzydką pogodę. Miałam dużo czasu i zero ochoty, żeby wyjść na zakupy i uzupełnić składniki, jakie potrzebowałam do przygotowania zaplanowego dnia. Postanowiłam więc improwizować z tym, co miałam w lodówce. Znalazłam w niej mielone mięso indycze i włoszczyznę. Nie zapowiada się  za dobrze, co?  A jednak, będziecie jednak zdziwieni, jak smaczne i soczyste danie otrzymacie.

250 g mielonego mięsa indyczego
1 marchewka
1 chilli
1 cebula
1 jajko
2 ząbki czosnku
3 łyżki mąki
sól
pieprz
łyżka oleju roślinnego do smażenia

bulion:
1 marchewka
1 cebula
1 korzeń pietruszki
kawałek włoskiej kapusty
kawałek selera
2 liście laurowe
2-3 ziarenek ziela angielskiego
2-3 ziarenka pieprzu

Warzywa na bulion obieramy i kroimy na niewielkie kawałki. Zalewamy trzema szklankami wody, dorzucamy zioła i przyprawy i gotujemy ok. 20 minut. W tym czasie zajmiemy się przygotowaniem pulpetów.
Marchewkę i cebulę trzemy na tarce, następnie mieszamy z drobno pokrojoną papryczką chili, indykiem, jajkiem i mąką. Doprawiamy solą i pieprzem.Formujemy niewielkie pulpety. Smażymy je na oleju przez 2-3 minuty. Odlewamy tłuszcz, a pulpety zalewamy bulionem.Gotujemy przez 10-15 minut.

Hachis parmentier

Długo byłam przekonana, że nazwa hachis parmentier oznacza „mielone z Parmy”. Mój błąd. W rzeczywistości potrawa pochodzi z XVIII wieku. Wtedy to nijaki Antoine-Augustin Parmentier, aptekarz i równocześnie francuski jeniec przetrzymywany w Niemczech, zakochał się w ziemniakach i postanowił rozsławić ich smak i wartości odżywcze, które miały pomóc w walce z głodem. Ziemniaki, popularne już w Niemczech i w Hiszpanii, we Francji służyły nadal jako pasza dla zwierząt, a niektóry oskarżali je o wywoływanie chorób, w tym nawet trądu.. Po powrocie do ojczyzny, Antoine-Augustin postanawia więc przekonać do swojego pomysłu króla Ludwika XV. W tym celu przygotowuje dla króla i jego dworu potrawę z ziemniaków i resztek mielonego mięsa. Król daje się przekonać i ofiaruje Parmentierowi pole ziemniaków pod Paryżem (jakim cudem zwykły aptekarz załatwia sobie audiencje i do tego namawia króla do spróbowania chorobotwórczej paszy- tego nie udało mi się ustalić).  Uprawa ziemniaków jest w ciągu dnia pilnowana przez królewską straż, przez co wzbudza żywe zainteresowane lokalnej ludności.  Kiedy wieczorem straż opuszcza posterunek, nic nie stoi już na przeszkodzie, żeby sobie tych królewskich rarytasów nie uszczknąć, spróbować i się nimi zachwycić. Czyli zrobić dokładnie to, co szczwanie zaplanował aptekarz..

Kilogram mielonej wołowiny
Kilogram ziemniaków
Pol szklanki mleka
2 łyżki masła
2 pomidory
2 duże cebule
3 ząbki czosnku
4 łyżki tartego parmezanu
Ostra papryka
Zioła prowansalskie
Sól
Pieprz (ilość wszystkich przypraw wg uznania)
Jajko
2 łyżki maki
2 łyżki oleju roślinnego

Ziemniaki gotujemy do miękkości. Odstawiamy do ostudzenia. Cebule i czosnek kroimy na niewielkie kawałki, smażymy na oleju do zeszklenia. Dodajemy mięso, pomidory bez skorki i przyprawy. Dusimy przez ok. 7 minut (mięso będzie dochodzić jeszcze w piekarniku, więc uwaga, żeby go nie przesuszyć). Na koniec dodajemy mąkę i jajko i starannie mieszamy. Do ziemniaków dodajemy mleko, masło i parmezan. Wszystko blenderujemy. Doprawiamy solą. Mięso nakładamy do żaroodpornego naczynia. Na wierch kładziemy  ziemniaczane purée. Zapiekamy przez 25 min w piekarniku nastawionym na 200 stopni.

Sałatka piemoncka

Wyjeżdżając na Erasmusa byłam całkowicie anty-górska i nawet w pewnym sensie dumna z siebie, że pochodząc z gór, jestem w stanie je tak doskonale ignorować. Wszystko zmieniło się w Grenoble. Po pierwsze trafiłam na bardzo górskie koleżanki, które wciągnęły mnie w trekking, a po drugie takich gór, jak Alpy naprawdę nie dało się po prostu olać.  Poza tym, za niewielką opłatą można było zapisać się do studenckiej grupy górskiej i co piątek zdobywać kolejne szczyty.  Jednym z obowiązkowych punktów każdej wycieczki był piknik na szlaku. W akademiku nie było warunków do jakiegoś wielkiego gotowania, poza tym nie można było zaszaleć, bo jedzenie samo się na góry nie wynosiło. Trzeba było znaleźć coś łatwo dostępnego (do kupienia w pobliskim dyskoncie), taniego, sycącego i niewiele ważącego. Dość szybko obowiązkową pozycją w moim plecaku stała się sałatka piemoncka. Wystarczyło dołożyć bagietkę, najlepiej z suchą kiełbasą oraz pomidorki i ruszyć w góry.

4 ziemniaki
2 jajka
15 dag szynki
5 małych korniszonów
pomidor
cebula
1/2 małego  jogurtu i naturalnego twarożku (lub majonez, jak jest w wersji tradycyjnej)
sól, pieprz

Ziemniaki gotujemy i kroimy w niewielką kostkę.Podobnie jajka. Dodajemy pokrojone warzywa. Mieszamy jogurt naturalny z twarożkiem, Doprawiamy solą i pieprzem. Łączymy z pozostałymi składnikami.

Tagliatelle z kurczakiem i kurkami

Aniołki najwyraźniej czytają mojego bloga, bo pod choinkę przyniosły mi nakładki do robienia makaronu. Do ich pierwszego użycia potrzebowałam  jakiegoś wyjątkowego przepisu, więc uznałam, ze nadszedł czas, na wydobycie z dna zamrażalnika ostatniej porcji zebranych w lecie kurek. Dodamy do tego delikatny filet z kurczaka, a zamiast śmietany mój ulubiony zamiennik, czyli gęsty jogurt wymieszamy z naturalnym twarożkiem.

Domowe tagliatelle, na który przepis znajdziecie tutaj

niewielki filet z kurczaka
Ok. 150 gram kurek
cebula
2 łyżki gęstego jogurtu naturalnego
2 łyżki serka naturalnego
1 łyżka masła
1 mała łyżka oleju roślinnego
natka pietruszki
sól
pieprz
odrobina czosnku w proszku

Filet kroimy na niewielkie kawałki i wrzucamy na rozgrzane masło wymieszane z olejem. Doprawiamy solą, pieprzem i odrobiną czosnku (co nie jest konieczne, ale ja akurat nie lubię smaku kurczaka au naturel. Musimy uważać, żeby czosnku było naprawdę niewiele, by jego smak nie przebił kurek). Smażymy przez ok.5 minut i odkładamy na miskę. Na patelnie wrzucamy drobno pokrojoną cebulę i kiedy zacznie się rumienić dorzucamy kurki. Po 3 minutach dodajemy jogurt wymieszany z twarożkiem i kurczaka. Jeśli trzeba dodatkowo przyprawiamy.  Na koniec dorzucamy nasz makaron, wszystko mieszkamy i po 2 minutach wykładamy na talerze. Przed podaniem posypujemy posiekaną natką pietruszki.

Zapiekane frikadeller z sosem pomidorowym

Kiedy znudzą się nam frikadeller z ziemniakami i kapustą, czy w frikadeller w kanapce, możemy bardzo szybko przerobić je w potrawę o bardziej śródziemnomorskim charakterze. Wystarczy zapiec pulpety w naszym ulubionym pomidorowym sosie i podać z makaronem i czarnymi oliwkami.  Sos jest lekki i pełen smaku, wiec często do niego wracam i wykorzystuje również z innych daniach.

6 sztuk frikadeller
 Sos:
pomidory w puszcze (chyba, ze akurat można dostać słodkie, dojrzałe, świeże pomidory)
czerwona papryka
cebula
2 ząbki czosnku
marchewka
seler
łyżka oliwy

parmezan
garść czarnych oliwek
natka pietruszki

Cebulę kroimy na niewielka kostkę, wrzucamy na rozgrzaną oliwę. Gdy się zeszkli dodajemy pokrojoną w drobną kostkę paprykę, seler i marchewkę. Dorzucamy przeciśnięty przez praskę czosnek. Gdy warzywa zmiękną, dodajemy pomidory i przyprawy. Dusimy wszystko przez 20 min, aż sos zgęstnieje. Połowę sosu przekładamy na dno naczynia żaroodpornego, układamy na nim frikadeller, a następnie przykrywamy je drugą polową sosu. Wstawiamy do piekarnika rozgrzanego po 180 stopni. Zapiekamy przez 30 minut. Przed podaniem posypujemy oliwkami i startym parmezanem.

 

Frikadeller

Frikadeller to jedno z najbardziej popularnych duńskich tradycyjnych dań. Znalazłam nawet artykuł, według którego, jeśli zapytasz Duńczyka, co chciałby zjeść na obiad, przytłaczająca większość wskaże właśnie frikadeller. Podczas gdy Szwedzi swoje kottbullar serwują z purre z ziemniaków i żurawiną, Duńczycy podają je z brązowym sosem, ziemniakami i czerwoną kapustą. W przygotowaniu frikadeller nie różnią się znacznie od naszych sznycli (tu taka mała dygresja językowa, dopiero na studiach uświadomiono mi, że sznycle to nazwa typowo krakowska, że w pozostałej części Polski, no za wyjątkiem Śląska i jego karminadli, sznycle nazywają się kotletami mielonymi. Nigdy nie przejdzie mi to przez gardło). Wracając jednak do frikadeller przygotowywane są  jak w Polsce z mięsa wieprzowego, ale wymieszanego w połowie z cielęciną, z cebulą (ale raczej bez czosnku), mlekiem, jajkiem i bułką tarta. Są  również bardziej puszyste, bo nie zbija się ich za mocno w czasie formowania.

pół kilograma mielonej wieprzowiny (ja użyłam szynki)
pół kilograma mielonej cielęciny
1 cebula
1 jajko
pół szklanki mleka
pół szklanki bułki tartej
ziele angielskie
sól
pieprz
3 łyżki masła i jedna łyżka oleju roślinnego do smażenia

Cebulę kroimy w drobną kostkę i dokładnie mieszamy z pozostałymi składnikami. Niewielkie porcję mięsa nabieramy na łyżkę i formujemy pulpety, pamiętając, żeby ich za bardzo nie zbijać. Smażymy je na maśle wymieszanym z odrobiną oleju przez ok 5-7 minut.