Nadziewane rurki

SAM_1879-01Kiedy rurki z kremem po raz pierwszy pojawiły sie na naszym rodzinnym stole, byłam pewna, że zostały kupione w cukierni, a moja mama tylko ściemnia, mówiąć, że sama je przygotowała. Wydawały się zbyt trudne i zbyt pracochłonne, jak na domową produkcję. Okazało sie jednak, że nikt nikogo nie oszukuję, rurki są w stu procentach wyrobem mojej mamy. Nie tylko ja byłam zaskoczona, jak pyszne ciasta można zrobić samemu, we własniej kuchni, bez specjalistycznych maszyn. Gdziekolwiek się pojawiają, rurki z kremem robią prawdziwą furorę. Mają świetny smak, ciekawy wygląd i naprawde, dają efekt wow. Taki rezultat nie przychodzi niestety bez pracy. Przygotowanie rurek to prawie całodniowe zadanie. Ale gdy tylko usłyszycie zachwyty, jakie towarzyszyć będą ich spożywaniu, zrozumiecie, że było warto.

SAM_1853-01Ciasto na rurki:
1/2 kg mąki tortowej
cukier waniliowy
1 łyżka proszku do pieczenia
1 kostka margaryny Palma
1 szklanka śmietany 18%

Nadzienie:
4 żółtka
25 dag cukru pudru
2 cukry waniliowe
3 łyżki mąki ziemniaczanej
2 łyżki mąki tortowej
1/2 litra mleka
40 dag masła
1 kieliszek spirytusu

SAM_1856-01Cukier puder i cukier waniliowy wsypujemy do misy i dokładnie mieszamy z mąkami. Następnie dodajemy żółtka i cześć mleka, i mieszamy mikserem, stopniowo dolewająć resztę mleka. Powstałą masę wlewamy do garnką i podgrzewamy, cały czas mieszając, aż do uzyskania konsystencji budyniu. Po ugotowaniu odstawiamy po ostygnięcia. Gdy nasz budyń jest zimny, dodajemy do niego masło w temperaturze pokojowej i kieliszek spyrytusu. Dokładnie mieszamy mikresem do uzyskania gładkiej masy. Odstawiamy ją w zimne miejsce na czas pieczenia rurek.
Przesianą mąkę wysypujemy na stolnice, mieszamy z cukrem waniliowym, łyżką proszku do pieczenia i wyrabiamy z kostką margaryny i szklanką śmietany 18%. Z dobrze wyrobionego ciasta wykrawamy kawałek wielkości pięści. Kawałek ten rozwałkowujemy na kwadrat o grubości ok. 1 milimetra. Z kwadrata, za pomocą nożyka do faworków wykrawamy paski o szerokości ok. 1 centymetra, które nawijamy na posmarowane masłem metalowe stożki (dzięki masłu rurki będą łatwo schodzić z wałków).

Collage 2015-11-01 17_10_54Rurki wkładamy na 20 minut do piecia rozgrzanego po 175 stopni z termoobiegiem. Od razu po wyjęciu z piecą, ściagamy rurki z wałków (najlepiej działa uderzanie węższym końcem o stół). Tak samo postępujemy z resztą ciasta.
Kiedy rurki są już upieczone, pozostaje nam napełnić je masą (najlepiej, gdy ta jest lekko schłodzona) za pomocą rękawa cukierniczego, a na koniec posypać gotowe rurki cukrem pudrem.SAM_1884-01

Jabłecznik

SAM_1878-01

Każdy z nam ma swoją ulubioną szarlotkę. Jedni lubią tę z całymi kawałkami jabłka i cynamonem, inny na ciepło z lodami, na cieście drożdżowym lub w formie tarty. Ja swoją idealną szarlotkę poznałam już w dzieciństwie i mogę się nią cieszyć do dziś, kiedy jadę do Andrychowa i odwiedzam dziadków. Szarlotka babci Marysi, to znaczy jabłecznik, jak sama go nazywa, jest ciastem, które już zawsze będzie mi przypominać smak dzieciństwa, ciepła i beztroski; ciastem, które jedzą, zawsze będę myśleć o swojej babci. O wiele prostszy niż kilkuwarstwowy królewski, mniej wymagający niż ulubienica mojego brata- karpatka, jabłecznik urzeka swoją prostotą i słodkim, maślanym smakiem, podkreślonym przez delikatną kwasowość i świeżość musu jabłkowego. Wychodzi równie dobrze ze świeżych jabłek, jak i jabłkowego purée ze słoika.

SAM_1863-01

0.5 kg mąki tortowej
1 kostka masła
1 szklanka cukru
2 całe jajka
1 żółtko
mały kubek śmietany 18%
2 łyżki proszku do pieczenia
1 cukier waniliowy
szczypta soli

na mus:
12 jabłek
4 łyżki masła

SAM_1867-01

Jabłka obieramy i kroimy w ćwiartki. Wrzucamy do garnka z rozgrzanym masłem i dusimy do czasu aż z jabłek powstanie mus. Gdy jest gotowy odstawiamy go do wystudzenia.
Na stolnice wysypujemy przesianą mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia, cukier i cukier waniliowy. Dodajemy masło w temperaturze pokojowej i siekamy je nożem na niewielkie kawałki. Następnie dodajemy jajka i śmietanę i dokładnie wyrabiamy. Kiedy ciasto uzyska gładką, zwartą konsystencję rozdzielamy je na dwie części w proporcji jeden na trzy. Większą część rozwałkowujemy na grubość ok. 1cm i układamy na blasze. Na jego wierzch kładziemy mus jabłkowy. Mniejszy kawałek ciasta rozwałkowujemy na ok. pół centymetra i delikatnie układamy na musie, całkowicie go przykrywając i łącząc brzegi dolnej i górnej warstwy ciasta. Na końcu nakłuwamy ciasto widelcem i wkładamy na 40 minut do piekarnika rozgrzanego do 180 stopni Celsiusa (góra i dół).

SAM_1873-01

Figi pieczone z serem kozim i miodem gryczanym

SAM_1773-01Do fig podchodziłam kilka razy, ale nie byłam stuprocentowo zadowolona z rezultatu. Szkoda mi było świeżych owoców na ciasta, marmolady czy grillowanie owiniętych plastrami boczku. Dopiero kiedy dowiedziałam się,  co z figami robią Włosi, pomyślałam, że to musi być to. I faktycznie słodycz miodu, lekka kwasowość fig i słony smak sera doskonale się łączą i balansują. Spróbujcie póki sezon na figi w pełni!
SAM_1765-01
Figi
Ser kozi
Miód gryczana
Figi nacinamy w krzyżyk i w nacięcia wkładamy plastry sera. Figi polewamy łyżeczką miodu i pieczemy przez 10 minut w temperaturze 160 stopni.
SAM_1770-01

 

Razowa bagietka z rozmarynem

SAM_1759-01W pracy na co dzień pracuję z naszym oddziałem we Francji. Choć Francuzi na pewno nie należą do najłatwiejszych współpracowników, ja miałam szczęście trafić na naprawdę świetne osoby. Kiedy tylko nadarzy się okazja, wysyłamy sobie niewielkie prezenty. Wymiana trwa już trzeci rok i moje pomysły powoli się kończą. Od jakiegoś czasu zasypuje więc znajomych pytaniami, jaki polski produkt mógłby sprawić radość osobie z zagranicy. Próbowałam już większości słodyczy z Krakowskiego Kredensu, bo smaczny, lokalny i z ciekawym designem, czekoladek z alkoholem, a w końcu samego alkoholu w postaci orzechowej wódki. Do Francji poleciały również wedlowskie bombonierki i oscypki. Z ich strony sprawa wygląda znacznie prościej, bo cieszy mnie każda rzecz wyprodukowana we Francji, a niedostępna w Polsce. A jeśli mam okazje dostać jakiś produit artisanal, wytworzony tradycyjnie przez lokalnych producentów, to moje szczęście nie zna granic. Taka właśnie radość spotkała mnie ostatnio. Do pracy przylecialy dwa wspaniałe francuskie sery: reblochon i camembert de Normadie, i wypełniły swoim zapachem, ku przerażeniu kolegów, całe biuro. Zabrawszy je do domu, szybko zadecydowałam o losie reblochona (trafił do zamrażarki i czeka na zimę, by przemienić się w tartiflette), natomiast nad planami dotyczącymi camamberta musiałam się dłużej zastanowić. Szukałam potrawy, która najlepiej wydobyłaby jego smak, ale po namyśle uznałam, że tak wspaniały ser nie powinien być poddany żadnej obróbce i ze zjemy go najprościej jak się da, z bagietką. I to przy niej pozwolimy sobie na odrobinę szaleństwa i upieczemy są sami z razowej mąki z rozmarynem.

SAM_1732-01500 g razowej mąki
opakowanie suchych drożdzy
350 ml wody
2 łyżki soli
3 gałązki rozmarynu

SAM_1748-01
Drożdże rozpuszczamy w odrobinie letniej wody i 2 łyżkach mąki. Odstawiamy na 15 minut, by zaczęły pracować. Po tym czasie przelewamy je do większej misy i dosypujemy resztę mąki. Wlewamy połowę wody, solimy i zaczynamy wyrabiać (ręcznie lub robotem), stopniowo dodając resztę wody i pocięty na drobne kawałki rozmaryn. Po 10 minutach ciasto powinno być gotowe. Przekładamy je do naoliwionej misy i przykrywamy wilgotną ściereczką i odstawiamy na 1.5h do wyrośnięcia. Następnie delikatnie dzielimy ciasto na dwie części i z każdej równie delikatnie formujemy bagietkę. Ważne by jej za bardzo ugniatać, żeby nie pozbyć się ze środka pęcherzyków powietrza. Piekarnik rozgrzewamy do 230 stopni, a na jego dnie wykładamy naczynie z wodą (para wodna sprawi, że ciasto nie wyschnie). Uformowane bagietki pieczemy przez 20 minut.

SAM_1751-01

Faszerowane pomidory- tomates farcies

SAM_1585-01Mniej więcej o tej porze roku osiem lat temu spakowałam dwie wielkie walizki i ruszyłam na rocznego Erasmusa do Grenoble. Miasto nie przywitało mnie z otwartymi ramionami. Było dość zimno, padało, byłam zmęczona podrożą, a na dworcu nie było ruchomych schodów, ani działającej windy i musiałam sama wynieść moje bagaże po długich schodach, bo nikt nawet nie pomyślał, żeby zaoferować mi pomoc. Kiedy udało mi się dotrzeć do przystanku tramwajowego i ustalić, który tramwaj zabierze mnie na miasteczko studenckie, nie przewidziałam, że będę musiała z niego dwukrotnie wysiadać, bo bilety można było kupić tylko w maszynach na przystanku, a kiedy już się owy bilet się zakupiło, nie było szans, żeby go w tramwaju skasować, bo kasowniki ustawione były tylko na przystankach. Gdy w końcu dotarłam do akademika i wypełniłam stos dokumentów, dostałam klucz do mojego pokoju. Szybko wniosłam swoje bagaże na drugie piętro i otworzyłam drzwi, żeby poznać miejsce, w którym miałam spędzić kolejne miesiące. W pierwszym momencie myślałam, ze to jakaś pomyłka. W podaniu o akademik wybrałam opcje zakwaterowania tradycyjnego, ale do głowy mi nie przyszło, ze tak to może wyglądać. Pokój wyglądał gorzej niż jakikolwiek, jaki widziałam w Polsce. Meble były brudne, poza tym rozpadały się i śmierdziały pleśnią. Materac przeraźliwie skrzypiał i odciskał na moich placach każda sprężynę, krzesło przy biurku miało rozcięte nożem siedzenie i oparcie, a na podłodze brakowało polowy płytek, a ze ścian odchodziła tapeta. Poprzedni lokator musiał w pokoju cały czas palic, bo strasznie śmierdziało papierosami. Na cale piętro były dwa prysznice, dwie toalety i mała kuchnia z dwoma elektrycznymi palnikami, z których działam zwykle tylko jeden. Kuchnia była jedynym miejscem, w którym dało się złapać wifi, pod warunkiem, ze usiadło się w otwartym oknie.

Grenoble

Grenoble

Cala przyjemność miała mnie jednak kosztować tylko nieco ponad 100 euro miesięcznie, postanowiłam wiec zacisnąć zęby, rozpakować się, a następnie wyjść poszukać czegoś do jedzenia. Okazało się,  ze w moim świetnym akademiku działa stołówka. Choć to, co zobaczyłam w pokoju powinno mnie zniechęcić do jej odwiedzenia, byłam zbyt zmęczona, żeby upuścić kampus w poszukiwaniu jakiegoś sklepu (na terenie miasteczka zakazana była jakakolwiek komercyjna działalność, była tylko poczta, pralnia, stołówki i klub studencki). Jak się potem okazało, nawet gdybym postanowiła pojechać na zakupy do Lyonu, zajęłoby mi to mniej czasu, niż załatwianie wszystkich formalności uprawniających mnie do korzystania ze stołówki. Mieli do niej bowiem wstęp tylko studenci i pracownicy uniwersytetu, którzy mieli ważna legitymacje (giga kolejki do dziekanatu nie są tylko polską specjalnością) i doładowaną kartę prepaidową (kolejka do wyrobienia i osobna do doładowania). Nie miałam jednak czego żałować. Okazało się, ze trzydaniowe posiłki w stołówce kosztują jedynie 2.85 euro, a ich różnorodność i smak nie pozostawiają nic do życzenia. Jako przystawki serwowano np. salade frisée au jambon czyli sałatkę z dojrzewającą szynką lub wędzonym boczkiem z grzankami i sosem vinegret (dostępnym w wielkim garnku na środku sali), taboulé, czy kawałek pizzy, a na deser sery, owoce lub jogurt. Dwa z dań głównych były zwykle typowo francuskie, a jako trzecie serwowano rożnego rodzaju makarony czy lasagne. Na miasteczku była tez osobna stołówka, która serwowała jako danie słowne tylko i wyłącznie steki z frytkami. Mięso było smażone na naszych oczach na wybrany stopień wysmażenia. Wyobrażacie sobie coś takiego na naszej stołówce? Faszerowane pomidory, jedno z moich ulubionych stołówkowych dan, tez pewnie nie znalazłyby się w polskim menu. Wersja, która dziś przyrządzimy, będzie różniła się od francuskiej rodzajem mięsa użytym do nadzienia. We Francji używa się głównie mielonej wołowiny lub wieprzowiny, a my zastąpimy je mielonym mięsem z indyka.

SAM_1569-01

500g mielonego mięsa z indyka
8 dużych pomidorów
2 cebule
4 ząbki czosnku
2 kromki miękkiego chleba
Szklanka mleka
1 jajko
Papryka chili
Natka pietruszki, mięta, rozmaryn, tymianek
Sól i pieprz

SAM_1572-01
Odcinamy wierzch pomidorów i delikatnie usuwamy łyżeczką gniazda nasionowe. Solimy opróżnione wnętrze, żeby pomidory puściły nadmiar soku. Chleb namaczamy chwile z mleku, a potem mieszamy go z mięsem, jajkiem, posiekanymi ziołami, chili i przyprawami (Nie chciałam wyrzucać wnętrz pomidorów, więc dodałam je również do mięsa, wy zróbcie, jak chcecie). Wszystko razem mieszamy i wkładamy do wydrążonych pomidorów. Pieczemy przez 45 min w temperaturze 150 stopni.

SAM_1574-01

Ratatouille

SAM_1583-01Podczas jednych z wakacji na studiach pracowałam we Francji jako pomoc domowa. Do moich obowiązków należało sprzątanie i pilnowanie znerwicowanych zwierząt. Był wśród nich kot o silnych skłonnościach samobójczych, który w owym czasie był właśnie po nieudanej próbie odebrania sobie życia. Nie przemyślał jednak biedak tego kroku, bo upadek z pierwszego piętra wystarczył jedynie na złamanie sobie przednich łapek. Był łatwy do upilnowania, bo gips sprawiał, że nie tylko chodził jak drewniana kukiełka, ale robił przy tym hałas na całe mieszkanie, uderzając gipsem o marmurową posadzkę. Pozostałe zwierzęta- dwa psy: jeden stary labrador i młodziutki cocker spaniel, były jeszcze mniej wymagające, cierpiały bowiem na agorafobię. Większość dnia nie wystawiały nosa spoza swojego posłania, a kiedy przychodziła pora spaceru, robiły wszystko, żeby była ona równie traumatyczna dla nich, jak i dla mnie. Zapierająć się z całej siły na łapach, skomlały rozpaczliwie, kiedy wytargiwałam je z mieszkania. Na zewnątrz szybko załatwiały swoje potrzeby i wyjąć na pół Paryża, łaskawie pozwalały się zaciągnąć do domu. Po powrocie z jednego takiego uroczego spaceru, w kuchni zastałam panią domu. Była w trakcie gotowania, co niezmiernie mnie zdziwiło, bo do tej pory wydawało się, że żywi się głównie garścią sałaty z plasterkiem szynki. Jak się jednak okazało, oczekiwano gości, więc codzienne menu zostało zastąpione niezwykle wykwintnym (sądząc po aromacie) daniem o pięknie brzmiącej nazwie ratatouille. Tyle tylko byłam w stanie dowiedzieć się od szefowej. Resztę sprawdziłam sobie sama zaglądając do garnka i kosztując potrawy, kiedy pani domu poszła pod prysznic. Po powrocie z pracy zajrzałam jeszcze do internetu i doczytałam, że danie pochodzi z Prowansji, a dokładniej z okolic Nicei, a jego nazwa pochodzi od słowa „rata”, które w wojskowym żargonie oznaczało prostą do przyrządzenia potrawę z zielonej fasolki, ziemniaków i sezonowych warzyw. Ratatouille, które ugotowałam tego wieczoru w Paryżu i te, które przygotujemy dzisiaj składa się z:

SAM_1559-01bakłażana,
cukinii
2 czerwonych papryk
4 pomidorów
2 cebul
3 ząbków czosnku
2 gałązek rozmarynu, bazylii i tymianku
soli i pieprzu
2 łyżek oliwy z oliwek

SAM_1562-01Cebulę kroimy w pióra i wrzucamy na rozgrzaną oliwę, gdy ta się zeszkli, dodajemy przeciśnięty przez praskę czosnek. W między czasie kroimy warzywa w niewielką kostkę.Dorzucamy je do cebuli i czosnku, dodajemy zioła i przyprawy, i dusimy przez 30 min. Ratatouille świetnie sprawdza się jako dodatek do mięsa (zwłaszcza czerwonego), ale równie smaczne jest zjedzone z chlebem lub makaronem.

Trzy hummusy

SAM_1440_1Wygląda na to, że każdy porządny blog powinien mieć przepis na idealny hummus. Jak owy ideał osiągnąć, pozostaje jednak sprawą bardziej problematyczną, gdyż autorytety blogerskie prowadzają w tej kwestii zażarte spory. Otóż idealną gładkość pasty ma zapewniać wg jednych dodanie podczas gotowania ciecierzycy łyżki sody oczyszczonej, podczas gdy inni uważają, że soda jest europejską fanaberią, która psuje smak. Jedni zalecają użycie bardzo zimnej wody, zaś drudzy polecają dodanie wody z gotowania ciecierzycy. Kwestią do rozstrzygnięcia pozostaje też, czy tahina musi być koniecznie domowa, czy można ostatecznie użyć tej ze sklepu. Ja postanowiłam wybrać wersje najprostszą, bez sody za to z tahiną ze sklepu. Wodę wybierzcie tę z gotowania, po co miałaby się zmarnować.

SAM_1431_11Podstawowy hummus,  na którego bazie stworzymy trzy pozostałe:

2 szklanki suchej ciecierzycy, która moczymy przez 24 godziny
4 łyżki tahiny
Sok z 1.5 cytryny
2 ząbki czosnku
Sól i pieprz do smaku

Biały hummus:
2 łyżeczki oliwy z oliwek
2 łyżeczki orzeszków pinii
1 łyżeczka słodkiej papryki

Czerwony hummus:
2 łyżeczki oliwy z oliwek
2 łyżeczki harissy
1 łyżeczka słodkiej papryki
Czerwona papryka pieczona przez 30 min w piekarniku i obrana ze skórki

Zielony hummus:
2 łyżeczki oliwy z oliwek
Pęczek natki z pietruszki
SAMSUNG CAMERA PICTURES Namoczoną ciecierzyce gotujemy przez co najmniej godzinę, aż stanie się całkiem miękka. Ugotowaną i ostudzoną ciecierzyce wraz z jedną szklanką wody z jej gotowania wkładamy do blendera, dodajemy sok z cytryny, tahinę, czosnek i dokładnie blenderujemy. Jeśli pasta wychodzi zbyt sucha, dodajemy więcej wody. Na koniec doprawiamy solą i pieprzem. Całość dzielimy na trzy części.

SAM_1440_14Pierwszą polewamy oliwą z oliwek i posypujemy słodką papryką i orzeszkami pinii.
Drugą część blenderujemy z pieczoną i obraną papryką, oliwą z oliwek, dwoma łyżeczkami harissy i  jedną łyżeczką słodkiej papryki.
Trzecia natomiast mieszamy z drobno posiekaną natką pietruszki i oliwą z oliwek.

Leczo z jajkiem

SAMSUNG CAMERA PICTURESLeczo jest jedną z moich ulubionych potraw. Kiedy ceny papryki osiągają znośny poziom, leczo zaczyna gościć na naszym stole przynajmniej raz w tygodniu. Zwykle przygotowuje je z papryki, pomidorów, cukinii, cebuli, czosnku i kiełbasy. W wersji light zamieniam kiełbasę na wędzone parówki sojowe. Czasami dodaje też bakłażana czy patisona. Okazało się jednak, że moje leczo przypomina bardziej ratatouille. Nie do końca mogę się z tym zgodzić, bo do potrawy tej nie dodaje się kiełbasy, ale Tamas Bereznay, autor Hungarian Cook Book, książki która dostałam w prezencie ślubnym od mojego brata i jego węgierskiej dziewczyny, kategorycznie twierdzi, że tak właśnie jest, a prawdziwe lecsó składa się z: SAMSUNG CAMERA PICTURES

200 gram wędzonego boczku
kawałek kiełbasy,  ja użyłam wieprzowo-cielesnej
4 frankfurterki
3 średnie cebule
4 papryki (kolor dowolny)
5 pomidorów
2 łyżeczki słodkiej papryki
sól i pieprz do smaku
2 jajka
SAMSUNG CAMERA PICTURESBoczek kroimy na niewielkie kawałki. Wrzucamy na patelnię i wstawiamy na ogień. Kiedy boczek za czyta się wytapiać, dodajemy do niego pokrojoną w kostkę kiełbasę. Smażymy 2-3 minuty. W tym czasie dorzucamy pokrojoną cebulę i smażymy do jej zeszklenia. Paprykę i pomidory kroimy w kostkę i dorzucamy na patelnię. Dodajemy słodką paprykę, sól i pieprz. Gotujemy przez 10 minut. Nasze leczo przygotujemy w nieco inny sposób:  jak na Węgrzech z jajkiem, ale nie rozbełtanym, a sadzonym. W tym celu wbijamy jajko bezpośrednio na leczo i trzymamy przez 5-7 pod przykryciem na średnim ogniu.

Biszkopt z owocami

SAMSUNG CAMERA PICTURES

Skwar leje się z nieba i jest tak gorąco, ze nawet grube ściany naszej kamienicy nie są w stanie obronić nas przed upałem. Kiedy dzwoni telefon, okazuje się, ze tego wieczora jesteśmy zaproszeni na kolacje. Wiem, ze gospodyni jest z tych niepiekących i choć wizja gorącego piekarnika nie wydaje mi się zbyt pociągająca, to postanawiam, że moim wkładem do wspólnego posiłku będzie ciasto. Początkowo skłaniam się ku tarcie z owocami  i mascarpone, ale ostatecznie decyduje się na lżejszy biszkopt, a mascarpone zastępuje budyniem. Wychodzi świetnie.

SAMSUNG CAMERA PICTURES

Biszkopt

1 szklanka mąki pszennej
4 jajka
1 szklanka cukru
szczypta soli
odrobina masła (do posmarowania formy)

Garść truskawek
Garść malin
Garść borówek

Opakowanie budyniu
3 łyżki syropu klonowego (miodu lub cukru)
Szklanka mleka
½ opakowania galaretki malinowej lub truskawkowej

SAMSUNG CAMERA PICTURES

Zaczynamy od budyniu, żeby zdążył się ochłodzić podczas pieczenia biszkoptu.  Proszek rozpuszczamy w połowie szklanki mąki i mieszamy go z syropem klonowym. Resztę mleka podgrzewamy w rondelku. Kiedy się zagotuje, dolewamy do niego mleko z budyniem i cały czas mieszając, chwile gotujemy. Kiedy budyń stanie się gesty i aksamitny, odstawiamy go do wystygnięcia. W tym czasie zabieramy się za biszkopt. Na początek oddzielamy żółtka od białek. Te ostatnie wkładamy do czystego i suchego naczynia, dodajemy szczyptę soli i ubijamy mikserem na sztywną pianę, stopniowo dodając cukier. Następnie zmniejszamy obroty miksera na najniższe i stopniowo dodajemy mąkę. Dokładnie wymieszane ciasto przekładamy do wysmarowanej masłem formy i wkładamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni. Pieczemy ok. 30 min aż ciasto się wypiecze (sprawdzamy czy patyczek wbity do ciasta jest suchy). Kiedy ciasto trochę wystygnie, nakładamy na nie budyń, a następnie owoce. Owoce posmarujemy (najlepiej silikonowym pędzlem) galaretką robioną z ½ proszku i 1/4 ilości wody i cukry sugerowanej na opakowaniu. Schładzamy conajmniej godzinę w lodówkę.

SAMSUNG CAMERA PICTURES

 

Taboulé z bobem

SAMSUNG CAMERA PICTURESPierwsze taboulé spróbowałam we Francji. Było jedną z trzech sałatek kupowanych po dwa euro w dyskoncie na naszym kampusie, więc dość szybko stało się stałym punktem mojego menu. Sałatka z dyskontu składała się głównie z kuskusu i odrobiny pomidorów, ogórka, suszonej cebuli, rodzynek, ziół i octu. Różniła się więc znacznie od tradycyjnego libańskiego przepisu, w którym główną rolę pełnią zioła, a dokładniej pietruszka i mięta, kuskus jest zastąpiony niewielką ilością bulguru, suszona cebula zieloną cebulką, a ocet cytryną. W tej wersji nie występują rodzynki ani ogórek. Taboulé, który dziś przyrządzimy będzie mieszanką obu stylów. Dodamy do niego najnowszy przebój z warzywniaka czyli mój ulubiony bób.

2 szklanki kuskusu
2 garście bobu
2 pomidory
1 cebula
połowa natki pietruszki i tyle samo mięty
sok z cytryny
3 łyżki oliwy z oliwek
łyżeczka soli
łyżeczka pieprzu
łyżeczka kuminu

SAMSUNG CAMERA PICTURES

Kuskus przekładamy do miski i zalewamy 2 szklankami wrzątku. Przykrywamy talerzem i odstawiamy na 5 minut. Po tym czasie zdejmujemy talerz i zostawiamy do wystygnięcia. Bób wrzucamy na osolony wrzątek i gotujemy przez 6 minut. Odcedzamy i zalewamy zimną wodą (będzie jędrniejszy i szybciej będzie można go obrać). Siekamy zioła i kroimi pomidory i cebulę na niewielką kostkę. Dodajemy je wraz z obranym bobem do naszego kuskusu, kiedy ten się ochłodzi. Dolewamy sok z cytryny i oliwe z oliwek. Dorzucamy zioła i przyprawy i dokładnie mieszamy.

SAMSUNG CAMERA PICTURES