Kanapka z chili

Walentynki osaczają nas w każdym momencie dzisiejszego dnia: romantyczna playlista w radio, przepisy na afrodyzjaki na kanale kulinarnym, artykuł o miłości na stronie głównej, pluszowe misie i truskawki po 3 złote w promocji w supermarkecie. Mijamy je obojętnie i kierujemy się na dział mięsny, by kupić główny składnik naszej a-romantycznej kolacji: mielone mięso wołowe i wieprzowe, a następnie na dział warzywny, gdzie zaopatrujemy się w dużą ilość ostrej papryki i rożne rodzaje fasoli, której efekty, gdyby nie dodany do niej kumin, na pewno nie wprawiłyby nas w romantyczny nastrój. Wracamy do domu i zabieramy się za kanapki z chili, piekielnie ostre i niemożliwe do zjedzenia w elegancji sposób. Idealne danie na antywalentynkową kolacje.

porcja na 6 kanapek, lub na dwie kanapki dzisiaj i dodatek do ryżu na jutro
50 dag mielonej łopatki wołowej
50 dag mielonej łopatki wieprzowej
5 zielonych papryczek chili
5 papryczek piri piri
sos tabasco
puszka białej fasoli
puszka czarnej fasoli
puszka czerwonej fasoli
puszka kukurydzy
słoiczek czarnych oliwek
3 ząbki czosnku
4 dymki
łyżeczka kuminu
łyżeczka tymianku
pół łyżeczki soli
2 łyżeczki oleju roślinnego
świeża kolendra
6 pomidorów koktajlowych
2 ciabatty

Białe części dymki kroimy w drobną kostkę i wrzucamy na rozgrzany olej. Smażymy do zeszklenia i dodajemy mielone mięso. Smażymy je aż zacznie puszczać soki. Dodajemy wtedy pokrojone na drobne kawałki chili i czosnek. Po chwili dorzucamy kumin, tymianek i sól. Dusimy razem przez 5 min. Na koniec dodajemy wszystkie rodzaje fasoli, oliwki i kukurydzę. Doprawiamy tabasco do smaku. Ciabattę nacinamy z jednej strony i delikatnie wyciągamy z niej środek. Wkładamy ją na 5 min do rozgrzanego do 180 stopni piekarnika. Po tym czasie nakładamy do nich mięso z fasolą, plastry pomidora i posiekaną dymką i kolendrą.

Utopenci

Utopenci to kolejny klasyk czeskich hospod. Zresztą ciężko mi wyobrazić sobie jedzenie ich w towarzystwie innym niż piwa. Bo samo powiedzcie, widzicie marynowane parówki z winem? Ok,trzeba oddać Czechom honor, nie używają parówek tylko špekáčky czyli kiełbasek ze słoniną. Internet poinformował mnie,  że są w Polsce prawie niemożliwe do zdobycia, więc  zadowoliłam się kiełbasę parówkową.

5 kiełbasek parówkowych
2 cebule
2 papryczki chili
4 ząbki czosnku

zalewa:
2 szklanki octu 10%
2 szklanki wody
2 łyżki cukru
4 liście laurowe
łyżeczka kolorowego pieprzu
łyżeczka ziela angielskiego

Wszystkie składniki zalewy łączymy w rondelku i podgrzewamy, co chwile mieszając, aż do rozpuszczenia cukru.  Po 5 minutach ściągamy z ognia i odkładamy do ostudzenia.
Do słoika wkładamy pokrojone na cztery części kiełbaski, cebule pokrojone w krążki, obrany czosnek , papryczki chili i zalewamy zimną zalewą. Marynujemy przez tydzień.

Sałatka piemoncka

Wyjeżdżając na Erasmusa byłam całkowicie anty-górska i nawet w pewnym sensie dumna z siebie, że pochodząc z gór, jestem w stanie je tak doskonale ignorować. Wszystko zmieniło się w Grenoble. Po pierwsze trafiłam na bardzo górskie koleżanki, które wciągnęły mnie w trekking, a po drugie takich gór, jak Alpy naprawdę nie dało się po prostu olać.  Poza tym, za niewielką opłatą można było zapisać się do studenckiej grupy górskiej i co piątek zdobywać kolejne szczyty.  Jednym z obowiązkowych punktów każdej wycieczki był piknik na szlaku. W akademiku nie było warunków do jakiegoś wielkiego gotowania, poza tym nie można było zaszaleć, bo jedzenie samo się na góry nie wynosiło. Trzeba było znaleźć coś łatwo dostępnego (do kupienia w pobliskim dyskoncie), taniego, sycącego i niewiele ważącego. Dość szybko obowiązkową pozycją w moim plecaku stała się sałatka piemoncka. Wystarczyło dołożyć bagietkę, najlepiej z suchą kiełbasą oraz pomidorki i ruszyć w góry.

4 ziemniaki
2 jajka
15 dag szynki
5 małych korniszonów
pomidor
cebula
1/2 małego  jogurtu i naturalnego twarożku (lub majonez, jak jest w wersji tradycyjnej)
sól, pieprz

Ziemniaki gotujemy i kroimy w niewielką kostkę.Podobnie jajka. Dodajemy pokrojone warzywa. Mieszamy jogurt naturalny z twarożkiem, Doprawiamy solą i pieprzem. Łączymy z pozostałymi składnikami.

Smørrebrød med frikadeller

Po tradycyjnych kanapkach ze śledziem i z leverpostej, przyszedł czas na kolejny klasyk duńskiego kanapkarstwa czyli smørrebrød med frikadeller. Połączymy z je z dodatkiem, który nadal mnie zadziwia, bo przed poznaniem Duńczyka, jakoś nie wpadłam na pomysł robienia kanapek z burakami.

frikadeller
żytnie pieczywo
marynowane buraczki
serek naturalny (lub bardziej tradycyjnie masło)
2 liście sałaty
mała czerwona cebula
sól
pieprz

 

Pasta z bobu

Są  trzy rzeczy, które mrożę w ich sezonie: grzyby, szparagi i bób. Ten ostatni po rozmrożeniu staję ciemniejszy, a po ugotowaniu bardziej twardy i mączny. Nie bardzo nadaję się do podanie au naturel. Po co więc wypełniam nim lodówkę? Bo można z podać go w formie pasty, która doskonale maskuje gorszą kondycję bobu i pozwala cieszyć się jego smakiem w środku zimy. Poza tym, pasta z bobu to świetny pomysł na prezent pod choinkę, dla innych amatorów tego warzywa.

1/2 bobu
4-5 łyżek oliwy
2-3 łyżki wody
3 łyżki pasty tahini (możemy zastąpić olejem sezamowym)
2 ząbki czosnku
kilka kropel soku z cytryny
sól

Bób rozmrażamy i gotujemy przez 15 min. Odstawiamy do ostudzenia. Obieramy ze skórki i wkładamy do miski. Dodajemy tahini,  przeciśnięty przez praskę czosnek i oliwę. Blenderujemy. Jeśli pasta jest zbyt sucha dodajemy wodę. Na końcu wyciskamy kilka kropel cytryny i solimy do smaku.