Sałatka wiosenna z zielonymi szparagami

Zielone szparagi, awokado i młody szpinak, które wylądowały w moim koszyku, potrzebowały kolorystycznego urozmaicenia. Wybór nie był trudny i wkrótce do moich zakupów dołączyła botwinka. Pozostało tylko zdecydować się na jakiś wyrazisty element, który połączy smaki. Kozi ser? Jajka przepiórcze? Bekon, namawiał mąż, bekon!  Otworzyłam lodówkę, a tam uśmiechał się do mnie marynowany czosnek, który czekał na swój udział w sałatce bazyliowej. Nie doczekał się. Trafił wprost do wiosennej sałatki z zielonymi szparagami.

Zielone szparagi
Młody szpinak
Awokado
Botwina
Czosnek marynowany z chili
Oliwa z oliwek
Sól
Pieprz

Szparagi blanszujemy przez 4 min (moje były dość grube, jeśli wasze są drobniejsze, 2-3 minuty wystarczą), a następnie przekładamy do zimniej wody z lodem. Gdy wystygną, kroimy na niewielkie plastry. Podobnie postępujemy z buraczkami (liści z botwinki w tym daniu nie wykorzystałam). Awokado przekrajamy na pół, obieramy, wyciągamy pestkę i kroimy na niewielkie paski. Szpinak dokładnie myjemy, suszymy i dzielimy na mniejsze kawałki (mniej więcej o boku 3 cm). Łączymy go z pozostałymi składnikami sałatki, doprawiamy solą i pieprzem, a na koniec polewamy oliwą z oliwek. Sałatkę możemy dodatkowo ozdobić ziołami (ja użyłam kocanki włoskiej).

Stjerneskud

Końcem XIX wieku smørrebrød staję się w Danii daniem luksusowym. Wyszukane kanapki takie liverpostej smørrebrød (składająca się z pasztetu z wątróbki, pieczarek, boczku i galaretki z sosu pieczeniowego), czy smørrebrød med flekesteg med rødkål (z pieczoną wieprzowiną, ogórkiem, czerwoną marynowaną kapustą, suszonymi śliwkami i pomarańczą) będą królować na duńskich stołach jeszcze do lat siedemdziesiątych. Potem na kilka dekad popadną w zapomnienie. Dopiero w latach dwutysiecznych Kopenhaga znów przypomni sobie o swoim zapomnianym przysmaku i smørrebrød powracają do łask. Najpopularniejszą z nich jest niewątpliwie stjenerskud- spadająca gwiazda. Nie wiadomo czemu kanapka zawdzięcza swoją nazwę. Jedna z teorii głosi, że powstała na cześć Jurija Gagarina, ale nie udało mi się tego potwierdzić. Na pewno wiadomo jest, że dziś stjenerskud można dostać w restauracjach od Esbjerg przez Kopenhage po Bornholm, a kiedy w 2005 roku kucharz Rasmus Kofoed odmówił serwowania jej w stołecznym Hotelu d’Angleterresrestaurant, został zwolniony…

Do przygotowania dwóch kanapek potrzebujemy:

2 kromki białego pieczywa
Dwa filety z dorsza (w wersji oryginalnej podaję się z rzadko dostępną w Polsce gładzice)
Garść koktajlowych krewetek z zalewy
6 białych marynowanych szparagów
6 zielonych szparagów
2 łyżki czarnego kawioru
Pomidor
Cytryna
2 łyżki majonezu
3 łyżki masła
Bułka tarta
Jajko
Sól i pieprz

Zielone szparagi  blanszujemy 2-3 minuty, a następnie wrzucamy do wody z lodem  (nie stracą jędrności i koloru). Smażymy je potem na maśle przez 3 minuty, a następnie odstawiamy na bok. Filety solimy, panierujemy w jajku i bułce tartej i smażymy na złoto na maśle. Kromki chleba delikatnie grilujemy by były chrupkie. Smarujemy je masłem, a na wierzch układamy usmażoną rybę, na którą dodajemy po kolei: majonez, krewetki (między które wkładamy plaster cytryny), szparagi białe, szparagi zielone, dwa plasterki pomidora i na samą górę łyżkę kawioru. Doprawiamy do smaku solą i pieprzem. Jemy jak Duńczycy nożem i widelcem.

Stjerneskud z wyspy Mandø

Stjerneskud z wypsy Mandø

Zielone curry z grzybami

Długo uważałam się za osobę, która ma wysoką tolerancję na pikantne potrawy.  Wydawało mi się, ze skoro butelkę tabasco wypijam na śniadanie, a pizza diablo, żeby osiągnąć pożądany przeze mnie stopień ostrości, powinna być dodatkowo polana srirachą, to jestem prawdziwym hardkorem. Zdanie zmieniłam po wizycie w berlińskim sklepiku specjalizującym się w sprzedaży ostrych papryk i sosów, w którym miałam okazje przyjrzeć się bliżej skali ostrości Scovilla.  Sosy, których spożycie uważałam za absolutny szczyt swoich możliwości, okazały się dziecinną igraszką. Tabasco i sriracha 5-10 tysięcy scovilli,  Mellinda Mango 70 tysięcy,  a nawet sos Pain 100%  z jego 150  tysięcy scovilli znajdują się daleko od czołówki, w której znajdziecie sosy osiągające nawet 16 milionów scovilli (zainteresowanym polecam tę stronę). Mając wiec na uwadze swoje ograniczenia, do potraw w Tajlandii postanowiłam podchodzić z większą rezerwą. Na samym początku podróży zdążyło mi się nawet wypowiedzieć zdanie,  które do niedawna wydawało mi się niewypowiadalne „mało ostre proszę”. Okazało się jednak, ze nie mam się czego obawiać, bo jedzenie, które otrzymywaliśmy, było dostosowanie do łagodnych podniebień europejskich turystów. Całe szczęście na każdym stoliku można było znaleźć zestaw pierwszej pomocy, w którego skład wchodziły papryczki bird-eye, czosnek, sos rybny i niezidentyfikowane sosy chili. Tylko raz, podróżując po wyspie Ko-Lanta, trafiłam na potrawę tak ostrą , że prawie niemożliwą do zjedzenia. Przyjęłam jednak wyzwanie i pocąc się, i płacząc, udało mi się zjeść ponad połowę miseczki. Potrawą tą było zielone curry, które dzisiaj przygotujemy, oczywiście w nieco łagodniejszej wersji z grzybami.

3 łyżki zielonej pasty curry
3 papryczki chili
Niewielki bakłażan
Niewielka cukinia
Garść boczniaków
Garść suszonych grzybów shitake
Kilka suszonych grzybów mun
Puszka mleka kokosowego
3 łyżki sosu rybnego
2 łyżki cukru palmowego (można zastąpić syropem klonowym lub jedną łyżką miodu)
Łyżka oleju roślinnego
Kilka listków bazylii
Suszone grzyby zalewamy wrzątkiem i odstawiamy na pół godziny. Po tym czasie odcedzamy je, zachowując wywar, a następnie kroimy na niewielkie kawałki. Jeśli są małe, pozostawiamy je w całości. Rozrabiamy na sos pastę tamaryndowca (tutaj opis). Bakłażana, cukinie i boczniaki kroimy w niewielkie paski. Chili kroimy wg uznania (im drobniejsze kawałki, tym danie będzie ostrzejsze). Imbir trzemy na tarce i mieszamy w miseczce z sosem rybnym i pastą tamaryndowca. Rozgrzewamy woka, na którego wlewamy olej, a następnie wrzucamy pastę curry. Smażymy ja przez minutę-dwie, po czym dorzucamy namoczone grzyby, a po kolejnych 2 minutach boczniaki i bakłażana. Dokładnie mieszamy od czasu do czasu dolewając odrobinę wywaru grzybowego. Po 3 minutach wlewamy mleko kokosowe, sos (rybny, imbir, tamaryndowiec) dorzucamy cukinie i chili, i dosładzamy cukrem palmowym. Całość gotujemy jeszcze 2 minuty (cukinia nie powinna stracić chrupkości). Podajemy z ryżem jaśminowym i bazylią.

Curry z Ko Lanty

Tajska zupa kokosowa z kurczakiem- Tom kah gai

Dziesięć godzin kursów kuchni tajskiej, 16 dni w Tajlandii, 50 tajskich posiłków (i stałe podjadanie między nimi) pewnie nie zrobiło ze mnie mistrzyni tajskiej kuchni, ale pozwoliło mi poznać jej ducha, nauczyć się podstawowych składników i technik, a przede wszystkim znaleźć nowe inspiracje i jeszcze większą radość gotowania.
Spacerując po tajskich targach zastanawiałam się, w jaki sposób będę mogła odtworzyć smaki z podróży, nie mając dostępu do lokalnych składników. Czy tajskie bakłażany: te zielonego koloru i wielkości jajka, czy długie bakłażany przypominające ogórki szklarniowe lub te malutkie bakłażaniki o gorzkim smaku, wyglądające jak wyrośnięty, zielony groszek, czy mogą one wszystkie być zastąpione przez zwykłego bakłażana? Czy włoska bazylia może udawać tajską bazylię? Gdzie znajdę cytrynową bazylię? Co z tymi wszystkimi grzybami, czy uda się równie smacznie gotować używając tylko boczniaków?

Całe szczęście moje obawy okazały się przesadzone: nauczyciele na kursach gotowania pokazali nam najczęstsze zamienniki, a zaopatrzenie sklepów orientalnych w Polsce przerosło moje oczekiwania. A ku mojego wielkiemu zdziwieniu, udało mi się również bez problemu kupić doniczkę tajskiej bazylii w jednym z hipermarketów! Nic nie stoi więc na przeszkodzie by zacząć gotować, jak w Tajlandii.

Do przygotowania pierwszego dania będziecie potrzebowali:
filet z kurczaka
puszkę mleka kokosowego
garść boczniaków
2 papryczki bird eye
2 źdźbła trawy cytrynowej
dwie zielone cebulki
2 małe pomidorki
3-4 centymetrowy kawałek świeżego galangalu lub 2 cm kawałek imbiru
3 łyżki pasty tamaryndowej lub sok z połowy limonki
liście kaffiru
3 łyżki sosu rybnego
szklanka wody
świeża kolendra

Filet z kurczaka kroimy na bardzo cienkie plastry. Pastę z tamaryndowca (ok. 2 łyżek) rozpuszczamy w zimnej wodzie, usuwany nasiona i łuski. Z trawy cytrynowej odcinamy białą część i kroimy na 2 cm kawałki (z pozostałej część trawy możemy przygotować napój, gotując ją z wodą i z miodem). Podobnie robimy z zieloną częścią zielonej cebulki i galangalem. Boczniaki, pomidory i białą część cebulki kroimy na mniejsze kawałki (wielkość wg uznania). Papryczkę drobno siekamy (uwaga, jest bardzo ostra! Jeśli chcecie ograniczyć jej moc, wystarczy pokroić paprykę na większe kawałki, lub gotować w całości).

Wszystkie składniki, poza kolendrą, wkładamy do woka i wstawiany na duży ogień. Gotujemy ok. 3-4 min (do momentu ugotowania kurczaka). Przed podaniem dekorujemy kolendrą i chili.

Kanapka z chili

Walentynki osaczają nas w każdym momencie dzisiejszego dnia: romantyczna playlista w radio, przepisy na afrodyzjaki na kanale kulinarnym, artykuł o miłości na stronie głównej, pluszowe misie i truskawki po 3 złote w promocji w supermarkecie. Mijamy je obojętnie i kierujemy się na dział mięsny, by kupić główny składnik naszej a-romantycznej kolacji: mielone mięso wołowe i wieprzowe, a następnie na dział warzywny, gdzie zaopatrujemy się w dużą ilość ostrej papryki i rożne rodzaje fasoli, której efekty, gdyby nie dodany do niej kumin, na pewno nie wprawiłyby nas w romantyczny nastrój. Wracamy do domu i zabieramy się za kanapki z chili, piekielnie ostre i niemożliwe do zjedzenia w elegancji sposób. Idealne danie na antywalentynkową kolacje.

porcja na 6 kanapek, lub na dwie kanapki dzisiaj i dodatek do ryżu na jutro
50 dag mielonej łopatki wołowej
50 dag mielonej łopatki wieprzowej
5 zielonych papryczek chili
5 papryczek piri piri
sos tabasco
puszka białej fasoli
puszka czarnej fasoli
puszka czerwonej fasoli
puszka kukurydzy
słoiczek czarnych oliwek
3 ząbki czosnku
4 dymki
łyżeczka kuminu
łyżeczka tymianku
pół łyżeczki soli
2 łyżeczki oleju roślinnego
świeża kolendra
6 pomidorów koktajlowych
2 ciabatty

Białe części dymki kroimy w drobną kostkę i wrzucamy na rozgrzany olej. Smażymy do zeszklenia i dodajemy mielone mięso. Smażymy je aż zacznie puszczać soki. Dodajemy wtedy pokrojone na drobne kawałki chili i czosnek. Po chwili dorzucamy kumin, tymianek i sól. Dusimy razem przez 5 min. Na koniec dodajemy wszystkie rodzaje fasoli, oliwki i kukurydzę. Doprawiamy tabasco do smaku. Ciabattę nacinamy z jednej strony i delikatnie wyciągamy z niej środek. Wkładamy ją na 5 min do rozgrzanego do 180 stopni piekarnika. Po tym czasie nakładamy do nich mięso z fasolą, plastry pomidora i posiekaną dymką i kolendrą.

Ryż z jajkiem i krewetkami

Dokładnie za miesiąc o tej porze będę w Bangkoku. Żeby dobrze przygotować się do wyjazdu przeczytałam kilka książek, w tym trzy różne przewodniki, dużą ilość artykułów i postów. Czytam prawie wszystko, co przyniesie mi kolejny rozdział książki czy następny blog, ale kiedy natrafiam na te o jedzeniu, muszę przerywać lekturę. Nie jestem w stanie czytać o tych wszystkich czekających na mnie specjałach, nie stając się przy tym niesamowicie głodna. A kiedy dziś po raz kolejny głód zawładnął moim ciałem, postanowiłam pójść za ciosem i przygotować azjatycki fast food- ryż z jajkiem i krewetkami.

250 g ryżu najlepiej z poprzedniego dnia (bardziej się klei)
1/2 opakowania chińskiej mieszanki warzyw lub mały por, garść zielonej fasolki, mała marchewka, mała czerwona papryka, mała cebula i garść grzybków mun
pęczek zielonej cebulki
2 papryczki chili
kawałek imbiru
3 ząbki czosnku
garść kiełek soi
garść marynowanego bambusa
garść orzechów nerkowca lub ziemnych
jajko
cytryna lub limonka
pół garści suszonych krewetek
ciemny sos sojowy
sos ostrygowy
sos rybny
4 łyżki oleju ryżowego lub innego oleju roślinnego
10 krewetek
ostre chili w proszku

Warzywa, jeśli nie używamy gotowej mieszanki, kroimy w cienkie paski. Suszone krewetki wsadzamy do niewielkie miseczki i zalewamy połową szklanki wrzątku. Czosnek, imbir i chili jak najdrobniej kroimy i wrzucamy na rozgrzany w woku olej (2 łyżki), cały czas mieszając. Po dwóch minutach na olej wbijamy jajko, a po jego roztrzepaniu wrzucamy ryż. Dokładnie mieszamy i dodajemy pokrojone warzywa, bambusa, suszone krewetki wraz z wodą. Na koniec wlewany 2-3 łyżki sosy sojowego, 2 łyżki sosu rybnego i ostrygowego. Wszystko mieszamy i wykładamy z woka, którego użyjemy do usmażenia krewetek.

 

Krewetki najpierw dokładnie osuszamy ręcznikiem papierowym, a następnie posypujemy chili. Wrzucamy je rozgrzany olej na 2-3 minutki. Przed podaniem ryż posypujemy kiełkami soi, pokrojoną cebulką i posiekanymi orzechami.

Tarteletter

Jakie potrawy lubią jest polskie dzieci? Nuggety z frytkami? Naleśniki? Mali Duńczycy pewnie by też nimi nie pogardzili, ale Ci, których miałam okazje poznać, na pierwszym miejscu postawili tarteletki z kurczakiem i szparagami (sześcio i siedmiolatki były w stanie zjeść po 5-6 tarteletek w czasie jednego posiłku!). Zachwyt nad nimi pozostaje na całe życie: 5 milionów mieszkańców Danii zjada rocznie 40 milionów tarteletek z nadzieniem przyrządzonym według jednego z 110 przepisów, które podobno istnieją w kraju. Większość tarteletek jest jednak wypełniana gotowanymi szparagami i kurczakiem lub krewetkami. My przygotujemy dziś tradycyjną wersję z kurczakiem, która podrasujemy posypką z chilli i bekonu pomysłu mojej teściowej oraz opcje z kurkami dla miłośników grzybów.

20 tarteletek (do kupienia w większych sklepach)/ 2 opakowania ciasta francuskiego
podwójny filet z kurczaka
słoik gotowanych szparagów
kurki
śmietana
masło
mąka
sól
pieprz
gałka muszkatołowa
10 plastrów boczku
3 papryczki chili

Zaczynamy od przygotowania posypki. Plastry boczku kroimy boczku kroimy jak najdrobniej i wrzucamy na patelnie. Kiedy boczek sie wytapia kroimy równie drobno chili i dorzucamy je na patelnie. Smażymy wszystko kilka minut, aż boczek będzie dobrze wysmażony, wtedy przekładamy go na papierowy ręcznik by usunąć nadmiar tłuszczu i odkładamy do ostudzenia. Z ciasta francuskiego wykrawamy kwadraty ok. 5-6 cm boku i wykładamy nimi posmarowane masłem formy. Ciasto na dnie form nakłuwamy widelcem i przysypujemy grochem lub ryżem, żeby się nie uniosło. Wkładamy do piekarnika nagrzanego do 200 stopni z termoobiegiem i pieczemy aż osiągną lekko złoty kolor. Wyciągamy je z piekarnika i odkładamy do ostygnięcia. Filet z kurczaka kroimy na kostki o boku od 2 cm i podsmażamy przez ok. 5 minut na maśle, a następnie dzielimy na dwie porcje, każdą wkładamy do osobnego garnka, zalewamy ciepłą wodą i gotujemy przez 15 minut. Po tym czasie do jednego garnka wrzucamy pokrojone szparagi wraz w wodą ze słoika, a do drugiego kurki i gotujemy razem przez ok. 5 min. W tym czasie rondelku rozpuszczamy 3/4 kostki masła, a następnie stopniowo dodajemy 4 łyżki mąki. Wszystko mieszamy aż powstanie bardzo gęsta masa, do której stopniowo wlewamy 2 szklanki mleka, aż masa uzyska konsystencje gęstej śmietany. Przyprawiamy solą, pieprzem i gałką muszkatołową. Masę dzielimy na pół i wlewamy po kolei do każdego garnka dokładnie mieszając. Gotowe nadzienie doprawiamy do smaku solą i pieprzem. Przed podaniem tarteletki podgrzewamy w piecu (2-3 minutki w 180 stopniach) napełniamy je nadzieniem i posypujemy posypką.

Bœuf bourguignon

Bœuf bourguignon czyli wołowina po burgundzku to klasyk kuchni francuskiej, składający się z dwóch tradycyjnych produktów Burgundii, regionu słynącego z hodowli krów i uprawy winorośli. Wołowina po burgundzku uważana jest za danie emblematyczne dla tego regionu, danie, które najlepiej oddaje charakter jego kuchni. Niegdyś tradycyjne danie świąteczne, goszczące na stołach burgundzkich chłopów, podbiło cały kraj i trafiło na stałe do menu nie tylko restauracji czy stołówek, ale również na sklepowe półki w postaci mrożonek czy konserw.

1 kg łopatki (karkówki lub rozbratla)
30 dag wędzonego boczku
3 cebule
2 marchewki
butelka czerwonego wina najlepiej burgunda
2 szklanki bulionu wołowego
3 dojrzałe pomidory lub jedna puszka pomidorów
zioła: pietruszka, tymianek,  3 liście laurowe, 4 ziela angielskie
2 łyżki oleju
sól, pieprz
szalotki
3 łyżki mąki
2 łyżki masła
 
Wołowinę kroimy w kostkę (bok ok. 5cm), posypujemy solą i pieprzem, i obsmażamy z  każdej strony na oleju. Następnie mięso przekładamy do żaroodpornego naczynia i odstawiamy. Odlewamy nadmiar tłuszczu, a następnie na patelnie wrzucamy pokrojony w niewielką kostkę boczek, smażymy go, a potem dokładamy do mięsa. Podobnie postępujemy z cebulą i marchewką, a w następnej kolejności z pomidorami i ziołami. Na koniec na patelnie wlewamy wino i dokładnie mieszamy z pozostałymi na patelni sokami. Wino dolewamy do mięsa i warzyw i całość wkładamy na ok.1.5-2 h po piekarnika rozgrzanego do 160 stopni. Kiedy mięso będzie miękkie, wykładamy je na durszlak, a naczynie z pozostałym sosem wstawiamy na ogień i odparowujemy do uzyskania 2-3 szklanek płynu. W osobnym rondelku rozpuszczamy masło i stopniowo łączymy je z mąką. Następnie stopniowo dolewamy pozostały z odparowania płyn i dokładnie mieszamy by uzyskać gładki sos. Połączymy go z mięsem i szalotkami, które wcześniej usmażymy na złoto na odrobinie masła i oleju. Jeśli nie macie w domu osoby, która nie cierpi pieczarek, możecie je również podsmażyć i podać z mięsem i cebulkami.

Nadziewane rurki

SAM_1879-01Kiedy rurki z kremem po raz pierwszy pojawiły sie na naszym rodzinnym stole, byłam pewna, że zostały kupione w cukierni, a moja mama tylko ściemnia, mówiąć, że sama je przygotowała. Wydawały się zbyt trudne i zbyt pracochłonne, jak na domową produkcję. Okazało sie jednak, że nikt nikogo nie oszukuję, rurki są w stu procentach wyrobem mojej mamy. Nie tylko ja byłam zaskoczona, jak pyszne ciasta można zrobić samemu, we własniej kuchni, bez specjalistycznych maszyn. Gdziekolwiek się pojawiają, rurki z kremem robią prawdziwą furorę. Mają świetny smak, ciekawy wygląd i naprawde, dają efekt wow. Taki rezultat nie przychodzi niestety bez pracy. Przygotowanie rurek to prawie całodniowe zadanie. Ale gdy tylko usłyszycie zachwyty, jakie towarzyszyć będą ich spożywaniu, zrozumiecie, że było warto.

SAM_1853-01Ciasto na rurki:
1/2 kg mąki tortowej
cukier waniliowy
1 łyżka proszku do pieczenia
1 kostka margaryny Palma
1 szklanka śmietany 18%

Nadzienie:
4 żółtka
25 dag cukru pudru
2 cukry waniliowe
3 łyżki mąki ziemniaczanej
2 łyżki mąki tortowej
1/2 litra mleka
40 dag masła
1 kieliszek spirytusu

SAM_1856-01Cukier puder i cukier waniliowy wsypujemy do misy i dokładnie mieszamy z mąkami. Następnie dodajemy żółtka i cześć mleka, i mieszamy mikserem, stopniowo dolewająć resztę mleka. Powstałą masę wlewamy do garnką i podgrzewamy, cały czas mieszając, aż do uzyskania konsystencji budyniu. Po ugotowaniu odstawiamy po ostygnięcia. Gdy nasz budyń jest zimny, dodajemy do niego masło w temperaturze pokojowej i kieliszek spyrytusu. Dokładnie mieszamy mikresem do uzyskania gładkiej masy. Odstawiamy ją w zimne miejsce na czas pieczenia rurek.
Przesianą mąkę wysypujemy na stolnice, mieszamy z cukrem waniliowym, łyżką proszku do pieczenia i wyrabiamy z kostką margaryny i szklanką śmietany 18%. Z dobrze wyrobionego ciasta wykrawamy kawałek wielkości pięści. Kawałek ten rozwałkowujemy na kwadrat o grubości ok. 1 milimetra. Z kwadrata, za pomocą nożyka do faworków wykrawamy paski o szerokości ok. 1 centymetra, które nawijamy na posmarowane masłem metalowe stożki (dzięki masłu rurki będą łatwo schodzić z wałków).

Collage 2015-11-01 17_10_54Rurki wkładamy na 20 minut do piecia rozgrzanego po 175 stopni z termoobiegiem. Od razu po wyjęciu z piecą, ściagamy rurki z wałków (najlepiej działa uderzanie węższym końcem o stół). Tak samo postępujemy z resztą ciasta.
Kiedy rurki są już upieczone, pozostaje nam napełnić je masą (najlepiej, gdy ta jest lekko schłodzona) za pomocą rękawa cukierniczego, a na koniec posypać gotowe rurki cukrem pudrem.SAM_1884-01

Jabłecznik

SAM_1878-01

Każdy z nam ma swoją ulubioną szarlotkę. Jedni lubią tę z całymi kawałkami jabłka i cynamonem, inny na ciepło z lodami, na cieście drożdżowym lub w formie tarty. Ja swoją idealną szarlotkę poznałam już w dzieciństwie i mogę się nią cieszyć do dziś, kiedy jadę do Andrychowa i odwiedzam dziadków. Szarlotka babci Marysi, to znaczy jabłecznik, jak sama go nazywa, jest ciastem, które już zawsze będzie mi przypominać smak dzieciństwa, ciepła i beztroski; ciastem, które jedzą, zawsze będę myśleć o swojej babci. O wiele prostszy niż kilkuwarstwowy królewski, mniej wymagający niż ulubienica mojego brata- karpatka, jabłecznik urzeka swoją prostotą i słodkim, maślanym smakiem, podkreślonym przez delikatną kwasowość i świeżość musu jabłkowego. Wychodzi równie dobrze ze świeżych jabłek, jak i jabłkowego purée ze słoika.

SAM_1863-01

0.5 kg mąki tortowej
1 kostka masła
1 szklanka cukru
2 całe jajka
1 żółtko
mały kubek śmietany 18%
2 łyżki proszku do pieczenia
1 cukier waniliowy
szczypta soli

na mus:
12 jabłek
4 łyżki masła

SAM_1867-01

Jabłka obieramy i kroimy w ćwiartki. Wrzucamy do garnka z rozgrzanym masłem i dusimy do czasu aż z jabłek powstanie mus. Gdy jest gotowy odstawiamy go do wystudzenia.
Na stolnice wysypujemy przesianą mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia, cukier i cukier waniliowy. Dodajemy masło w temperaturze pokojowej i siekamy je nożem na niewielkie kawałki. Następnie dodajemy jajka i śmietanę i dokładnie wyrabiamy. Kiedy ciasto uzyska gładką, zwartą konsystencję rozdzielamy je na dwie części w proporcji jeden na trzy. Większą część rozwałkowujemy na grubość ok. 1cm i układamy na blasze. Na jego wierzch kładziemy mus jabłkowy. Mniejszy kawałek ciasta rozwałkowujemy na ok. pół centymetra i delikatnie układamy na musie, całkowicie go przykrywając i łącząc brzegi dolnej i górnej warstwy ciasta. Na końcu nakłuwamy ciasto widelcem i wkładamy na 40 minut do piekarnika rozgrzanego do 180 stopni Celsiusa (góra i dół).

SAM_1873-01